Jutro zmiana rozkładu jazdy – dzień mniej lub bardziej rewolucyjny, w zależności od regionu kraju. RegioJet zalicza falstart, kolej wraca do Ciechocinka, a Głogów żegna się z szynobusami Polregio.
RegioJet próbował zawojować krajowy rynek, a skończyło się na wielkich obietnicach i – docelowo – jednej parze pociągów. Z jednej strony to dobrze, że PKP Intercity wreszcie poczuło na plecach oddech prywatnej konkurencji, nastawionej na zysk, a nie tylko na realizację ministerialnej misji. Z drugiej – cała ta sytuacja obnażyła mentalność narodowego przewoźnika. Oświadczenie IC w tonie „A NIE MÓWIŁAM???” było po prostu słabe.
Przenosząc to na realia podwórkowe: na plac zabaw o nazwie „Wielka Narodowa Kolej” wchodzi „prywaciarz” (wróg numer jeden spółek państwowych). Monopolista IC robi zdziwioną minę Pikachu, tupie nogą, że tak być nie może i żąda zwrotu zabawek. RegioJet ucieka i gubi grabki, a wtedy przychodzi mama i je oddaje. I pomyśleć, że cała ta afera dotyczy zaledwie czterech połączeń.
Tymczasem na gruncie regionalnym również wrze. Władze województw dolnośląskiego, lubuskiego i wielkopolskiego tak zdenerwowały się na Polregio, że przekazały część tras Kolejom Wielkopolskim. Polregio ma na Dolnym Śląsku pod górkę: od jutra oddaje kolejne połączenia w ręce Kolei Dolnośląskich (KD), a na liniach niezelektryfikowanych brakuje taboru, przez co kursy są odwoływane.
Muszę jednak wyrazić oburzenie postawą dyspozytorów, którzy wydają się rzucać kłody pod nogi, na czym finalnie tracą pasażerowie. Dziś na własne oczy widziałem ludzi biegnących do jednego z ostatnich REGIO do Leszna. Przesiadali się z opóźnionego pociągu KD (przyjazd planowo 6:25, opóźnienie +9 min). Pasażerowie zgłosili przesiadkę, ale coś poszło nie tak. Mam nadzieję, że obsługa tamtego pociągu to zgłosiła, ale oczywiście nikt nie przekazał tego drużynie konduktorskiej drugiego pociągu. To nie pierwszy raz, kiedy widzę taką sytuację.
Szczęście miała tylko dwójka pasażerów. Na peronie została jedna pani, która nie zdążyła. Akurat nagrywałem odjazd – pociąg zatrzymał się dla niej na chwilę (prawdopodobnie semafor trzymał), ale w stresie tego nie zauważyła i nie skorzystała z okazji. Oczywiście winą za całą sytuację i tak obarczone zostanie Polregio, bo „nie poczekało”. Tak właśnie buduje się czarny PR na Dolnym Śląsku.
Ostatnio rozmawiałem z wieloma pracownikami Polregio, brałem udział w ich wydarzeniach i utwierdzam się w przekonaniu, że to świetna ekipa. Mimo problemów taborowych, po ludzku jest mi ich szkoda w obliczu tych zmian. Gdy sam potrzebowałem skomunikowania, prawie zawsze na mnie czekali.
Na koniec mały apel do kolejarzy: zostawcie te swoje wojenki na boku. Zaufanie pasażerów bardzo ciężko odbudować. Życzę Wam, aby nikt nigdy nie zostawił Was na lodzie tak, jak tej pani dzisiaj – widok jej bezradności zapamiętam na długo.
