Dziś przenosimy się do Helsinek – przepięknej stolicy Finlandii. Panuje tu niesamowity spokój, wszystko jest jakoś bardziej poukładane. To cecha charakterystyczna krajów północnych – tu życie po prostu toczy się wolniej, i to jest w porządku. Ludzie wydają się bardziej wyluzowani, mniej zestresowani, a codzienne tempo życia jest o wiele mniejsze niż w Polsce.




Można oczywiście pójść na łatwiznę i przylecieć tu bezpośrednio z Polski, ale to opcja dla tych, którzy celują w szybki city break. My wybraliśmy trasę bardziej krajoznawczą – przez Litwę, Łotwę i Estonię, z kilkoma przystankami po drodze. To pozwoliło nam nie tylko lepiej wczuć się w klimat regionu, ale też odwiedzić mniej znane, a bardzo urokliwe miejsca. Do Tallina dotarliśmy pociągiem i autobusami, a stamtąd – promem. Promy do Helsinek kursują regularnie, najlepiej wybrać ten najwcześniejszy – długie dni sprawiają, że nie czuje się wczesnej pory, a wschód słońca wynagradza wszystko.




Terminal promowy w Helsinkach znajduje się blisko centrum i można stamtąd łatwo dojechać tramwajem. Miasto posiada sprawny i punktualny system komunikacji publicznej, obejmujący tramwaje, metro, autobusy i promy, które dobrze się uzupełniają. Samo miasto może nie oszałamia atrakcjami na pierwszy rzut oka – kilka pomników, muzeów, ciekawa architektura i port. Jednak jego urok tkwi w szczegółach – w spójnym stylu skandynawskiego designu, licznych zielonych przestrzeniach i otwartości mieszkańców. Nam udało się trafić na wyścigi statków, a z tej okazji przypłynął również „Dar Młodzieży”. W porcie znajdują się dwa targowiska (w tym jedno w hali), gdzie można spróbować lokalnych specjałów – uwaga jednak na tłok.






Niedaleko centrum warto zajrzeć do osiedla drewnianych domków Puu-Vallila. To spokojne miejsce z klimatem starych Helsinek, z dziką górką oferującą widok na okolicę. Dodatkowo polecam przejażdżkę metrem w kierunku zachodnim – np. do stacji Koivusaari, która znajduje się przy kameralnej przystani.





Jak wspomniałem, to dopiero część lądowa – ta mniej ciekawa. Prawdziwa perełka Helsinek to ich wyspiarska część. Najpopularniejszą z wysp jest Iso Mustasaari – mocno nastawiona na turystykę i przez to zatłoczona. Można tam znaleźć restauracje, punkty informacji i liczne grupy zwiedzających. My jednak polecamy przejść dalej, przez dwa mostki na Länsi-Mustasaari – dziewiczą, zapomnianą przez turystów wyspę. Im wcześniej tam dotrzecie, tym większa szansa, że będziecie ją dzielić jedynie z ptactwem i nielicznymi mieszkańcami. Google Lens podpowiadał, że można tam spotkać gatunki pod ochroną – my staraliśmy się iść tak, by nikomu nie przeszkadzać. Na końcu wyspy znajdziecie pozostałości militarne z czasów II wojny światowej, przypominające o strategicznym znaczeniu Helsinek w historii regionu.















Wyspę można obejść pieszo – warto przeznaczyć na to co najmniej 3 godziny i wybrać się w ciepły dzień. Promy na wyspy kursują w ramach miejskiej taryfy biletowej, zwykle co 40 minut lub częściej. Rejs sam w sobie stanowi dodatkowe przeżycie, oferując piękne widoki na linię brzegową i mozaikę wysp, które otaczają Helsinki. To miejsce, które pozwala zrozumieć, jak bardzo Finlandia żyje w zgodzie z przyrodą, morzem i historią.









Helsinki to nie tylko stolica kraju, ale też punkt styku kultur, przestrzeń dialogu natury i nowoczesności. Choć nasza wyprawa była krótka, zostawiła ogromne wrażenie i z pewnością tu wrócimy – bo wyspiarska część miasta ma jeszcze wiele do odkrycia.
