Historię wpływu ZSRR na nasz kraj każdy zna – pomijając skutki paktu Ribbentrop-Mołotow w 1939 roku, po wojnie w Polsce ustanowiono komunizm, a kraj był pod wpływem Związku Radzieckiego. Każdy, kto żył w czasach PRL wie, że nie było łatwo. Cenzura, prześladowania mniejszości i problemy gospodarcze to codzienność. Ze swoich lekcji historii nie pamiętam, by szczegółowo poruszano temat wpływów ZSRR na inne kraje i warto wspomnieć ten temat, szczególnie w kontekście Rygi i Łotwy ogólnie.
Komuno, wróć!
Ze wszystkich stolic krajów bałtyckich, w Rydze zdecydowanie najbardziej czuć postsowiecki klimat. W zasadzie to wystarczy wysiąść z pociągu, by zderzyć się mentalnie i fizycznie z pozostałościami po starym ustroju – przebudowanym w okolicy lat 60. dworcem z umieszczonymi tabliczkami „zakaz fotografowania”. Zakaz jest wprowadzony z powodów „bezpieczeństwa” – co z tego, że budynek jest obfotografowany z każdej możliwej strony lata temu. To tak słowem wstępu.

Wspominając to, chcę podkreślić, że jest to jeden z krajów Unii Europejskiej, w którym z łatwością można dogadać się po rosyjsku. Ma to swoją historię, o której opowiem później. Znając ten język bez problemu można nawiązywać interakcję z lokalsami i pójść na targ kupić coś fajnego. I właśnie od targu chciałbym zacząć naszą wycieczkę, bo jest to bardzo ciekawe miejsce, w którym można kupić wiele niespotykanych u nas rzeczy – głównie spożywczych. Tu sankcje nie istnieją i spokojnie można kupić produkty z Rosji i Białorusi. Hala (w sumie to hale) targowa znajduje się tuż przy dworcu, więc to dobre miejsce, by zabić czas przed zameldowaniem się (bagaże można zostawić na dworcu kolejowym za kilka euro za gigantyczną skrytkę – na dworcu autobusowym jest znacznie drożej).






trochę o tej bardziej turystycznej części rygi
Zakupy zrobione, można jechać do centrum. Muszę przyznać, że Stare Miasto w Rydze zrobiło na mnie bardzo pozytywne wrażenie miejsca spokojnego, zadbanego i czystego. Nie chcę się szczegółowo skupiać na każdym z budynków – wszystkie są ładne, a największą frajdę sprawia spontaniczny spacer uliczkami. Z miejsc wartych uwagi mogę wymienić Dom Bractwa Czarnogłowych i Trzech Braci (trzy kamieniczki).






Kawałek dalej od Starego Miasta jest Park Bastejkalns z akompaniamentem Pomniku Wolności. To miejsce zasługuje na szczególną uwagę w lecie – kanałem płyną łódki (istnieje możliwość przepłynięcia się) a w parku kwitnie roślinność. Dla zakochanych przewidziano mostek, gdzie można dopiąć swoją kłódkę.



Historia nie daje o sobie zapomnieć
Musimy wrócić się do drugiej połowy XX wieku. Po wojnie zaczął się okres ciężki dla krajów bałtyckich. Najbardziej z nich zmiany odczuła Łotwa, z której to deportowano w głąb ZSRR najwięcej ludności, bo aż 42 tysiące. Po epoce stalinowskiej represje znacząco ustały, ale w ich miejscu pojawił się kolejny trend działający niekorzystnie na populację Łotyszów. Od lat 70. coraz więcej osób zza wschodniej granicy zjeżdżało się, zaburzając proporcję ludności mieszkającej tu od lat w stosunku do migrantów. Dlaczego w ogóle o tym wspominam? Ta dysproporcja spowodowała znaczące wyparcie języka łotewskiego i zastąpienie go rosyjskim, co jest odczuwalne do dnia dzisiejszego. Gdziekolwiek nie pójdziesz, na 100% spotkasz kogoś, kto perfekcyjnie włada językiem rosyjskim. Dla obcokrajowców, takich jak ja jest to zaleta, ponieważ zacierają się bariery komunikacyjne. Dla obywateli Łotwy nie jest to komfortowa sytuacja i rząd od lat próbuje coś z tym zrobić.
Ogólnie temat szeroko pojętej rusyfikacji jest tutaj dość drażliwy, ponieważ wiąże się z tym bardzo smutna historia. W bardzo interesujący sposób jest ona opisana w jednej z absolutnie obowiązkowych pozycji do odwiedzenia: Muzeum Okupacji w Rydze. To miejsce opowiada o brutalnym traktowaniu Litwinów, Łotyszy i Estończyków przez Blok Wschodni. Są tu również elementy historii Polski w odniesieniu do ówczesnej sytuacji krajów bałtyckich. Zwiedzenie tego muzeum moim zdaniem jest obowiązkowe i od tego warto zacząć zwiedzanie, szczególnie że znajduje się na wyżej wspomnianym Starym Mieście. Nie będę psuć zabawy i temat wybadania historii pozostawiam Tobie – właśnie w tym muzeum.
Pozostałością po tych słusznie minionych czasach jest kopia warszawskiego PKiNu – budynek Akademii Nauk Łotwy. Oprócz tarasy widokowego na górze nie oferuje nic do typowego zwiedzania, choć nic nie stoi na przeszkodzie zajrzeć do środka. Wspomniany taras widokowy według opinii w internecie jest kiepski (i drogi), więc odpuściłem sobie wjazd na górę – jest w Rydze lepsze miejsce i to za darmo.


Ta spokojniejsza część historii
Po przytłoczeniu socjalizmem czas przenieść się w klimaty, które najbardziej kojarzą mi się z krajami bałtyckimi – już za kilka euro możesz przenieść się aż do XVII wieku, spacerując w położonym na przedmieściach skansenie etnograficznym. Składa się on z domów, które zachowały swój pierwotny wygląd z czasów, gdzie jeszcze nikt nie myślał o jakimkolwiek muzeum.






Do biletu wstępu dołączana jest mapa, która na pewno niejednokrotnie się przyda. Obiekt jest ogromny i na jego zwiedzanie potrzeba co najmniej 3 godziny. Najlepiej przyjechać tu z rana i wziąć coś ze sobą do jedzenia.



Biblioteka jako atrakcja? czemu nie
Przeglądając informacje o ciekawych w miejscach w Rydze praktycznie mało kto wspomniał o odwiedzeniu… biblioteki. Nie byle jakiej, bo Biblioteki Narodowej Łotwy a w dodatku budynek sam w sobie stanowi atrakcję „instagramową”. Żeby tam wejść należy udać się do okienka i poprosić o identyfikator gościa. Jest w tym jeden haczyk: nie wpuszczą z jakimkolwiek plecakiem, torbą, nerką czy reklamówką. Wszystko należy schować w szafce. Na każdym piętrze znajdują się wystawy, a dla spragnionych nie tylko wiedzy są wodopoje. Na samej górze biblioteki jest punkt widokowy, ale nie szykujcie się na udane zdjęcia z aparatu, bo szyby są oklejone powłoką odbijającą promienie słońca i nic z tego nie wyjdzie. Jeżeli nie chcesz wchodzić na wyższe piętra to na dole znajdują się wystawy czasowe, na które jest wstęp wolny. Wstęp do części niewymagającej karty bibliotecznej jest darmowy.


Coś dla mikola
Praktycznie przy samej bibliotece znajduje się muzeum kolejnictwa, które podzielone jest na dwie części: wystawę otwartą i zamkniętą. Część otwarta składa się z eksponatów na świeżym powietrzu, a w środku budynku można poczytać o historii, wejść do kabiny elektrowozu, a co godzinę uruchamiana jest makieta. Jeżeli nigdy nie byłeś w takim muzeum, to zdecydowanie Ci się spodoba!



pokemony: riga edition
W Rydze, gdziekolwiek nie spojrzysz tam są koty. Te żywe i te bardziej skamieniałe. Jednym z najbardziej popularnych „kocich miejsc” jest kamienica znajdująca się przy ulicy Meistaru (Dom kotów). Szukaj ich na dachu, a jeśli świeci mocne słońce i oślepia, to wypatruj te żywe w klatkach schodowych kamienic ;).


Co warto zjeść?
Pozycja obowiązkowa: czeburek na dworcu. Za mniej niż 2 euro to istna ambrozja. Dla tych, co nigdy nie jedli – jest to mięso mielone w bułce smażonej na głębokim tłuszczu. Proste i pyszne. Idealna pozycja na szybko.

Przechodząc do pozycji restauracyjnych: warto stołować się w Lido. Jest to restauracja samoobsługowa z przystępnymi cenowo regionalnymi daniami. Jest to dobra opcja, by zjeść smacznie i tanie – w dodatku bez zbędnego czekania. Opisałem to miejsce bardziej szczegółowo w artykule o moich wrażeniach z krajów bałtyckich – polecam przeczytać jako uzupełnienie tego rozdziału.
Jak dojechać i czym jeździć po mieście?
Czym najwygodniej dojechać? Zależy. Chcesz szybko – wybierz samolot. Ja jednak polecam drogę lądowo-kolejową, bo można więcej zwiedzić. Z Polski do Rygi najłatwiej dostać się przez Wilno. Codziennie rano z Krakowa przez Warszawę jedzie IC Hańcza relacji Kraków Główny – Maćkowo – Wilno (o tym połączeniu szerzej pisałem tutaj). Połączenie do Rygi z Wilna jest wcześnie rano i wszystkiego nie da się zrealizować w jeden dzień, dlatego potrzebny jest nocleg w Wilnie. Warto ten dodatkowy dzień (lub więcej) wykorzystać na spacer po Wilnie – polecam mój przewodnik po tym mieście.
Wokół Rygi jeździ dużo pociągów regionalnych i gdy zabraknie atrakcji, warto wybrać się nad morze oddalone o około pół godziny jazdy z dworca głównego do stacji Vecāķi. Bilety na połączenia można kupić na stronie przewoźnika Vivi lub u konduktora (uwaga: nie trzeba się do niego zgłaszać, bilety można kupić przy kontroli).

Do podróżowania po mieście polecam tylko i wyłącznie transport publiczny, którym można dojechać praktycznie wszędzie – nawet do wcześniej wspomnianej miejscowości Vecāķi (i to w taryfie miejskiej!). Autobusy tutaj jeżdżą naprawdę często a siatka połączeń jest gęsta. Bilet na transport jest w formie karty, na której koduje się bilety elektronicznie. Karty dostępne są w biletomatach. Nie zapłacisz w kasowniku kartą płatniczą! Do wyszukiwania połączeń w zupełności wystarcza Google Maps.

Data ostatniej aktualizacji: 21.02.2025
Jeśli coś się zmieniło i nie jest aktualne – koniecznie daj znać!
Jest to kolejny artykuł z serii „Dwa tygodnie po Bałtyku” , w której opisuję moją dwutygodniową wycieczkę po krajach bałtyckich i Finlandii
